Początek naszego zimowiska był 26ego grudnia, z rana. Na początku komenda dojechała do szkoły w Niemieżu i rozpoczęła tam rozlokowywanie się. A nie długo po tym dojechali i uczestnicy: młody i naiwny próbny żeglarski zastęp „Wilia-Błękitna Jedynka” i odradzający się próbny zastęp z Niemenczyna, jeszcze nie zatwierdzona, ale już samodzielna “Silva”, drużyna harcerek z Mejszagoły “Delta” i “Flamma”, której od lata znikł drużynowy, na zawsze. Tematem naszego zimowiska było po prostu podróżowanie. Podróżowanie po kontynentach i po człowieku.
Za pięć dni nie da się objąć wszystkich kontynentów świata, więc w zajęcia wplataliśmy tylko najciekawsze i szczegółowe elementy każdego z nich,takie jak sumo w Japonii, serenady i seriale w Ameryce Łacińskiej, czy też bumerangi i skoki kangurów na ostatnim kontynencie- Australii. Dotarliśmy tam 29ego grudnia. A nasza agapa była prawdziwym balem aborygenów australijskich. Nie wiem na ile dało się uczestników wczuć w tę atmosferę szybkiego podróżowania, jakby w siedmiomilowych butach, ale żaden kontynent nie został zapomniany.
A dla starszych ciekawsze chyba było podróżowanie po człowieku: poznawanie człowieka, czyli siebie. Większą uwagę zwróciliśmy na emocje uczestników. Nawet w zasadach zimowiska mieliśmy taki punkt, który mówił, że jeśli na zimowisku widzisz osobę, która jest smutna, zatroskana, to musisz do niej podejść i spróbować poprawić jej humor. Także bez dobrego humoru na zajęcia przychodzić nie można było. Każdy uczestnik pierwszego dnia wylosował sobie cichego przyjaciela, którego musiał przez zimowisko poznać i później na agapie o nim opowiadał, a inni zgadywali, co to była za osoba.
Obrzędowa ściana nasza była wyklejona pudełkami, każdy miał swoje. Na podsumowanie dnia w tym pudełku pojawiały się spisane na kartce przeżyte w tym dniu emocje. W ostatnim dniu można było otworzyć swoje pudełko i przypomnieć jak się czuło w przeszłych dniach tego zimowiska. A obok tej ściany działała poczta, wieczorami bywała ona przepełniona, ale oboźna ani razu nie pozwoliła, aby listy nie doszły na czas.
Intrygującą była dyskusja dla starszych o obrazie idealnego człowieka, na której doszliśmy do wniosku, że człowiek, by być idealnym, musi posiadać wady. Przelew emocji był podczas wieczorku ciszy. Zasada tego wieczorku była taka, że nikt oprócz prowadzącego zajęć nie rozmawia, każdy stara się wyciszyć i wsłuchać się w swój głos wewnętrzny, który może właśnie prosi o chwilkę spokoju. Tego wieczorku oglądaliśmy przed snem krótkie filmiki, i każdy próbował wyłapać w nich sobie te bliskie i ciekawe myśli. A na koniec wieczorku był animowany film o krainie złodzieji marzeń. Miał on bardzo głęboką treść, pokazaną pod metaforycznym przykryciem. Pokazał też, że życie bez marzeń byłoby szare i nudne, i że marzeń nie można sprzedawać. Po filmie każdy próbował uświadomić jakie jest jego marzenie życiowe i jak bardzo jest ono ważne.
Jeszcze jeden element filmowy na zimowisku był zawarty w obrzędowości: kronikę tworzyliśmy w formie filmu. W ciągu obozu zimowego dużo różnych emocji przeszło przez nas, dużo chwil wspaniałych i najróżnorodniejszych utrwaliło się w nas na długo. I te wspomnienia uwiecznił film kronikowy.
Czy czas na zimowisku był mile spędzony? OCZYWIŚCIE! Nawet Pawełek, który po piłce nożnej musiał rozwitać się z cząstką swego zębu, nie zaprzeczył temu!
W imieniu kadry szczere podziękowania kieruję do dyrekcji szkoły za udostępnienie ciepłej i przytulnej szkoły w Niemieżu. Mam nadzieję, że zostawiony po nas porządek ucieszy dyrekcję. Dziękuję też dla wszystkich, kto przyczynił się do tego, by zimowisko się odbyło.
Krzysztof Skoczyk
44WDH “Flamma”


4 Responses »