Klick! poniedziałek, sty 11 2010 

Uwaga, zaczyna się konkurs pod nazwa “Klick!”

Wyślij zdjęcie oryginalne z zimowiska dla nas, a otrzymasz nagrodę!

Zdjęcie ma ukazywać osobę złapaną w niecodziennej sytuacji lub śmieszny wyraz twarzy, tak na ogół zdjęcia mają mieć charakter komiczny :)
Zdjęcia można nadsyłać do dnia 22 stycznia, na skrzynkę pocztową radioczuwaj@gmail.com

Nagrody :

Rok 1307. Komandorzy Zakonu Templariuszy już wiedzą, że lada dzień nadejdzie ich koniec. Przygotowują się do ukrycia nie tylko okrętów i skarbów, jakie chce przejąć król Filip Piękny, ale duchowego skarbu, strzeżonego od ponad dwóch tysięcy lat.
Wiktoria, ambitna kobieta sukcesu, rzuca pracę i wyrusza na dwumiesięczne wakacje do kraju swego dzieciństwa, RPA. Ma do niej dołączyć siostra, Dagmara. W Kapsztadzie spotyka amerykańskiego reportera wojennego, któremu sangoma, afrykańska szamanka, przepowiedziała spotkanie, którego reperkusje mogą być większe niż opisywane przez niego wojny. Gdy Wiktoria otrzymuje od nieznajomego Afrykanina tajemniczą figurkę, nie ma pojęcia, że ten zapłaci za to życiem, a ona zostanie na łasce szamanów i wojennego dziennikarza, którego nie znosi.
Dagmara dostaje od Wiktorii SMS, mówiący, że w RPA wybuchły poważne zamieszki i że musi uciekać z Kapsztadu. Lotniska są oblężone, jak coraz większa część kraju. Wbrew radzie, Dagmara kupuje bilet do Kenii i stamtąd chce dotrzeć do Wiktorii. Nie jest w stanie przewidzieć, że znajdzie się w samym środku piekła…
Jaką tajemnicę kryje figurka? Czemu giną przez nią ludzie? Jaki jest związek templariuszy z Afryką…?

Katarzyna Dowbor, dziennikarka

Lektura obowiązkowa dla tych, którzy stan wojenny wciąż noszą w sobie, nie dokonując z nim obrachunku, i dla tych, którzy mrocznych czasów nie pamiętają, a przyszło im żyć w nowej rzeczywistości. Jednych i drugich zafascynują pełnokrwiste postaci bohaterów, plastyczny opis polskich i australijskich warunków oraz intrygująca fabuła. Dni złego słońca czyta się jednym tchem. To opowieść o kobiecie, która wyrusza do Australii, by odnaleźć ojca swego dziecka. W czasie wędrówki przez australijski outback, spotkań z dziwakami i oryginałami w buszu czy kopalniach opali wspomina dzieciństwo i młodość oraz dramat wyborów po wprowadzeniu stanu wojennego.

Małgorzata Żurakowska, “Rozmowy o książce” Radio Lublin

Za opisaną w tej książce podróż rowerem do Chin i Azji Południowo-Wschodniej autor otrzymał nagrodę Traveler przyznawaną przez National Gerographic. Robert Maciąg rozpoczął swoją samotną wyprawę w lutym 2004 roku. Przez pięć miesięcy pokonał rozległe tereny Chin, górzyste obszary Wietnamu, piaszczysto-błotniste drogi Kambodży i dżunglę Laosu. Dysponując dziennym budżetem w wysokości zaledwie 25 złotych przejechał 7 tysięcy kilometrów. Jego dietę stanowiły ryż, makaron, ale także gotowane węże i koniki polne. W czasie podróży zrobił prawie 2 000 zdjęć i poznał tereny dalekie od centrów turystycznych.


Nagrody zostały ufundowane przez wydawnictwo ZYSK I S-KA.

Podróżując poznajemy siebie! sobota, sty 2 2010 

Początek naszego zimowiska był 26ego grudnia, z rana. Na początku komenda dojechała do szkoły w Niemieżu i rozpoczęła tam rozlokowywanie się. A nie długo po tym dojechali i uczestnicy: młody i naiwny próbny żeglarski zastęp Wilia-Błękitna Jedynka i odradzający się próbny zastęp z Niemenczyna, jeszcze nie zatwierdzona, ale już samodzielna “Silva”, drużyna harcerek z Mejszagoły “Delta” i “Flamma”, której od lata znikł drużynowy, na zawsze. Tematem naszego zimowiska było po prostu podróżowanie. Podróżowanie po kontynentach i po człowieku.

Za pięć dni nie da się objąć wszystkich kontynentów świata, więc w zajęcia wplataliśmy tylko najciekawsze i szczegółowe elementy każdego z nich,takie jak sumo w Japonii, serenady i seriale w Ameryce Łacińskiej, czy też bumerangi i skoki kangurów na ostatnim kontynencie- Australii. Dotarliśmy tam 29ego grudnia. A nasza agapa była prawdziwym balem aborygenów australijskich. Nie wiem na ile dało się uczestników wczuć w tę atmosferę szybkiego podróżowania, jakby w siedmiomilowych butach, ale żaden kontynent nie został zapomniany.

A dla starszych ciekawsze chyba było podróżowanie po człowieku: poznawanie człowieka, czyli siebie. Większą uwagę zwróciliśmy na emocje uczestników. Nawet w zasadach zimowiska mieliśmy taki punkt, który mówił, że jeśli na zimowisku widzisz osobę, która jest smutna, zatroskana, to musisz do niej podejść i spróbować poprawić jej humor. Także bez dobrego humoru na zajęcia przychodzić nie można było. Każdy uczestnik pierwszego dnia wylosował sobie cichego przyjaciela, którego musiał przez zimowisko poznać i później na agapie o nim opowiadał, a inni zgadywali, co to była za osoba.

Obrzędowa ściana nasza była wyklejona pudełkami, każdy miał swoje. Na podsumowanie dnia w tym pudełku pojawiały się spisane na kartce przeżyte w tym dniu emocje. W ostatnim dniu można było otworzyć swoje pudełko i przypomnieć jak się czuło w przeszłych dniach tego zimowiska. A obok tej ściany działała poczta, wieczorami bywała ona przepełniona, ale oboźna ani razu nie pozwoliła, aby listy nie doszły na czas.

Intrygującą była dyskusja dla starszych o obrazie idealnego człowieka, na której doszliśmy do wniosku, że człowiek, by być idealnym, musi posiadać wady. Przelew emocji był podczas wieczorku ciszy. Zasada tego wieczorku była taka, że nikt oprócz prowadzącego zajęć nie rozmawia, każdy stara się wyciszyć i wsłuchać się w swój głos wewnętrzny, który może właśnie prosi o chwilkę spokoju. Tego wieczorku oglądaliśmy przed snem krótkie filmiki, i każdy próbował wyłapać w nich sobie te bliskie i ciekawe myśli. A na koniec wieczorku był animowany film o krainie złodzieji marzeń. Miał on bardzo głęboką treść, pokazaną pod metaforycznym przykryciem. Pokazał też, że życie bez marzeń byłoby szare i nudne, i że marzeń nie można sprzedawać. Po filmie każdy próbował uświadomić jakie jest jego marzenie życiowe i jak bardzo jest ono ważne.

Jeszcze jeden element filmowy na zimowisku był zawarty w obrzędowości: kronikę tworzyliśmy w formie filmu. W ciągu obozu zimowego dużo różnych emocji przeszło przez nas, dużo chwil wspaniałych i najróżnorodniejszych utrwaliło się w nas na długo. I te wspomnienia uwiecznił film kronikowy.

Czy czas na zimowisku był mile spędzony? OCZYWIŚCIE! Nawet Pawełek, który po piłce nożnej musiał rozwitać się z cząstką swego zębu, nie zaprzeczył temu!

W imieniu kadry szczere podziękowania kieruję do dyrekcji szkoły za udostępnienie ciepłej i przytulnej szkoły w Niemieżu. Mam nadzieję, że zostawiony po nas porządek ucieszy dyrekcję. Dziękuję też dla wszystkich, kto przyczynił się do tego, by zimowisko się odbyło.

Krzysztof Skoczyk

44WDH “Flamma”

Trzy, dwa, jeden – AKCJA! czwartek, gru 31 2009 

,,Trzy, dwa, jeden – AKCJA!” – tak brzmiała nazwa zimowiska sześciu środowisk harcerskich: 9WDH-ek ,,Viator”, 28WDH-y ,,Szare Wilki”, 28WDH-ek ,,Szare Wilki” im. Emilii Plater, Pr MDH-y ,,Delta”, Pr. LZH-y ,,Wiatry z Niebios”,

Pr. WZH-y ,,Stalowa Siódemka”.Zimowisko odbywało się w Gimnazjum im. Konstantego Parczewskiego w Niemenczynie.

W sobotę 26 grudnia tuż po świętach, o godzinie 13:00 rozpoczał się najdłuższy film w historii ZHPnL! Tematem zimowiska jak to sugeruje nazwa było kino.Uczestnicy zimowiska każdego dnia nagrywali krótkie filmy o ich przygodach w czasie gier i zajęc na zimowisku.Z tych właśnie krótkich filmów powstanie film-pamiątka dla wszystkich uczestników zimowiska.

Pierwszego dnia druhowie i druhny wyruszyli na ,,podbój” Niemenczyna, były to zwiady podczas których uczestnicy mieli szanse sfilmować krókie filmy z pozdrowieniami mieszkańców miasteczka wszystkim harcerzom i harcerskom. Po zwiadach wszyscy składali egzamin do szkoły aktorskiej. Po kominku było łamanie się opłatkiem.Każdego wieczoru odbywało się podsumowanie dnia, na którym były oglądane i analizowane filmy nakręcone podczas dnia.

Drugi dzień podczas apelu porannego był ogłoszony ,,dniem szcześcia”. Zabawa polegała na tym, że każdy uczestnik musiał widzieć tylko pozytywne strony w różnych sytuacjach. Po południu wszyscy ogladali film pt. ,,Pollyanna”, w którym dziewczynka odnajdywała szczęście w każdej sytuacji i właśnie wtedy nastąpiły usterki techniczne i film został przerwany, lecz druhowie pamiętali o słowach w rozkazie  i zachowali pozytywną postawę.

Intrygą na zimowisku było okrutne porwanie komendanta. Został ogłoszony alarm.Po kilku minutach  wszyscy z przerażeniem oglądali film zostawiony przez poywaczy, właśnie  analizując ten  film druhowie i druhny odnaleźli przestraszonego, lecz całego komendanta.

Ostatniej nocy był karnawał na którym wszyscy przebierali się w stroje postaci z ich ulubionych filmów. Byli między innymi: Piraci z Karaibów, Pippi, Faceci w Czerni, a nawet ksiądz.

Podczas zimowiska uczestnicy mieli szansę bycia aktorami, reżyserami, scenarzystami.Każdy mógł odnaleźć swój talent w tej dziedzinie sztuki.

Mam nadzieję, że własnie to zimowisko pomogło ukierunkować młodych do działalności artystycznej.

Z Polski do Chin środa, gru 30 2009 

W dniach 26-30 grudnia w Korwiu odbyło się zimowisko z Polski do Chin, uczestniczyło w nim około 40 harcerzy z trzech różnych środowisk harcerskich jak : 13WDH „Czarna Trzynastka“, 19WDH „Pasieka“ i  Szczep „Burza“.

Zimowisko te jest swoistą wędrówką po czasie. Jednym z elementów pracy domowej było to że, harcerze mieli dowiedzieć się jak najwięcej od swoich dziadkach. Podczas zimowiska na podstawie kontrastów mieli porównać jak to było w czasach miedzy wojennych, gdy Polskość kwitła i teraz, gdzie większość kardynalnie się zmieniło, lecz każdy uczestnik zrozumiał, iż tak wiele zawdzięczamy historii i mamy z niej czerpać doświatrzenie i siłę.

Chiny są dodatkowym składnikiem poznania własnej, a także innej kultury. Każdy uczestnik poznał tradycje Chin. Taka wycieczka miała druhom ukazać iż wszyscy jesteśmy podobni, chociaż nas dzieli nas tysiące kilometrów. Celem podróży było ukazać druhom iż każdy z nas jest różny, a Chinami może być także drużyna harcerska, toteż musimy szukać kompromisów i tego co nas łączy razem, a nie jeszcze bardziej rozdziela.

Zimowisko te przebiegło w miłej atmosferze. Każdy uczestnik poznał bliżej czasy między wojenne, których ślady odczytujemy na każdej ulicy, a zarazem druhowie poznali tak odległe,  a może tak bliskie Chiny.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.